O książkach z serca, by utrwalić wrażenia
RSS
środa, 07 października 2015

Pamiętam jak jego Cząstki elementarne mną wstrząsnęły, później nawet dwa razy obejrzałam ekranizację, którą uważam za całkiem udaną. Ale sama nie wiem czemu nie ciągnęło mnie do jego kolejnych książek, wydaje mi się, że mimo zachwytu przeżyłam pewną czytelniczą traumę. I teraz kiedy od jakiegoś czasu głośno o jego Uległości stwierdziłam, że do niego wrócę, ale nie tytułem na tapecie, ale czymś wcześniejszym. I tak oto w moich rękach pojawiła się Możliwość wyspy.


1 
I cóż ja mam napisać? Czytając ostatnie zdanie i zamykając książkę czułam jakbym wróciła z dalekiej podróży, z odległego świata, z cudzego umysłu. W zasadzie mam wrażenie, że tak jak po Cząstkach elementarnych jakaś cząstka mnie została wyjęta i zastąpiona czymś innym, co dopiero nabiera kształtów, ale już niedługo się uformuje. Ponownie miałam przyjemność obcować z tekstem, który wymaga bardzo dużego wysiłku intelektualnego, niestety mam świadomość, że niektórych zdań nie udało mi się zrozumieć, niektórych myśli pewnie nawet nie zauważyłam i prawdopodobnie niektóre rzeczy zrozumiałam wręcz na opak. Co nie zmienia faktu, że Możliwość wyspy w pełni zaspokoiła mój apetyt. Jest tak wielowymiarowa, tak wymagająca, tak ciekawa, wulgarna, bulwersująca, smutna, straszna, że wypełnia wiele czytelniczych luk powstałych w naszej głowie.
 
Nasz bohater Daniel1 jest komikiem, showmanem, milionerem,który nie mogąc znaleźć miłości i jednoczesnego spełnienia seksualnego, jest bardzo nieszczęśliwy. Przez przypadek poznaje sektę zwaną Elohimitami, którzy obiecują swym wyznawcom nieśmiertelność. I tak w książce znajdziemy też rozdziały poświęcone komentarzom do opowieści Daniela1, pisanym przez jego klony Daniela24 oraz Daniela25 z oddalonej o dwa tysiące lat przyszłości. Tekst Daniela1 jest pełen pornograficznych opisów, przeplatanych rozważaniami egzystencjalnymi, prześmiewczymi, pełnymi cynizmu a jednocześnie romantycznymi.Houellebecq ma niewiarygodny talent by w niewymuszony sposób przeplatać tematy trudne, głębokie z banalnymi, lżejszymi, by język pełen wulgaryzmów, ocierający się nieraz o prymitywność złączyć z językiem wyszukanym - bez zgrzytu. Ponadto potrafi nie męcząc czytelnika wcisnąć w swą opowieść ogrom różnych kwestii: starość, miłość, religia, młodość, alienacja społeczeństwa, seks, pozycja człowieka w świecie... Tym sposobem sprawia też, że lektura do najprostszych nie należy. Wielokrtonie musiałam czytać po kilka razy niektóre zdania, ale nie zmienia to faktu, że ta powieść mnie ustrzeliła. Czasem dobrze się zmęczyć. Żeby tak nie chwalić, uważam, że wizja uzyskania nieśmiertelności i to jak ją osiągnięto nie jest do końca dopracowana. Ale to nie jest science fiction sensu stricto, więc to bardziej niedosyt niż zarzut.
 
Moja ocena:6/6

10:17, nostoja
Link Komentarze (2) »
piątek, 25 września 2015

Nie mogłam się doczekać kiedy zakończę spotkanie z tą lekturą. I nie, nie jest tak, że jest przerażająco słaba czy żenująca zła, tylko nie przypadła mi do gustu. No i ok, owszem czegoś jej brakuje. O czym mowa? O Adamie w Edenie Fuentesa.

1

Jest to krótka powieść, w której narratorem jest Adam Gorozpe, prawnik i biznesmen, który do bogactwa doszedł nie swoją pracą, ale intratnym małżeństwem. W pewnym momencie w jego historii pojawia się śmierdzący karzeł, Adam Góngora, który proponuje mu przejęcie władzy oraz zakochuje się w jego żonie. Zagraża też kochance naszego narratora - El oraz jak się okazuje życiu naszego bohatera. Ten jednak sam ukuwa jakiś bliżej nieokreślony plan, nazwany szatańskim na obwolucie.

Narracja w tej powieści jest bezpośrednia, ale bardzo skrótowa. Nie znam się zbytnio na historii Meksyku, a o teraźniejszej sytuacji mam mgliste pojęcie, więc wszelkie nawiązania do postaci, wydarzeń itp. związanych z Meksykiem niewiele mi mówiły. Poza tym opowieść Gorozpe jest chaotyczna i opowiadana jakby naprędce. Przeskakuje z jednej sytuacji na drugą, nie czuć też zagrożenia jakie powinien odczuwać nasz bohater, ani lęku o ukochaną osobę. Wszystko jest tutaj pozbawione ciągłości i najprościej pisząc czytając nie byłam zainteresowana tym, co ma się wydarzyć. 

Żeby tylko nie marudzić podobał mi się styl języka. Niektóre porównania czy pomysły są naprawdę bezbłędne. Żona Adama Priscila i jej teksty wypowiadane bez sensu, w złych momentach czy policzkowanie służących bez powodu dodała całej opowieści trochę smaczku. Ciekawe są też rozważania o korupcji, określanie jej genezy, o religii i jej znaczeniu o władzy. Nie do końca zatem czytanie tej lektury było czasem straconym.Szkoda, że brak tutaj jakiegoś dopracowania, rozbudowania niektórych wątków, stworzenie ciekawszych postaci. Adam w Edenie jest trochę jak niedosolone danie i bardzo żałuję, że akurat po tę książkę Fuentesa sięgnęłam jako pierwszą. 

 

Moja ocena: 3/6

14:42, nostoja
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 21 września 2015

11

Czy zdarza się Wam od czasu do czasu doszukiwać się znaków w otaczających Was wydarzeniach czy przyrodzie? Choć z założenia jestem wobec takich zachowań sceptyczna to jednak częsta sama łapię się na takim zachowaniu, odczytywaniu znaków. Mattis główny bohater Ptaków jest człowiekiem żyjącym w zgodzie z naturą, potrafiącym ją słuchać i z nią rozmawiać, czego nie można powiedzieć mówiąc o jego kontaktach z ludźmi. W relacjach z nimi nie potrafi przekazać w sposób zrozumiały tego, co myśli czy czuje. Jednocześnie jest człowiekiem niezaradnym, będącym na utrzymaniu swojej starszej siostry, nie potrafiącym wykonywać najprostszych prac, gdyż natłok myśli w jego głowie wyłącza panowanie nad powtarzalnymi czynnościami. Jest też, a może przede wszystkim jest człowiekiem samotnym. Może dlatego, gdy nad jego i jego siostry Hege domem zaczyna przelatywać słonka, zaprzyjaźnia się z nią widząc w tym fakcie wielkie i bardzo istotne dla jego egzystencji znaczenie. A kiedy słonka zostaje postrzelona nasz bohater odczyta to jako zapowiedź grożącego mu niebezpieczeństwa.

Ptaki są powieścią bardzo przejmującą i przeraźliwie smutną. Vesaas z mistrzowską precyzją przekazał nam ogrom samotności Mattisa, pozwalając nam przez chwilę być osobą w pewien sposób ograniczoną. Pokazał nam jak to jest być wykluczonym, uznanym za chorego umysłowo, wyszydzanym na każdym kroku. Z drugiej strony mamy okazję obserwować jego relację z siostrą, której stosunek do brata możemy jedynie wyczytywać w krótkich rozmów między nimi. Ona też jest osobą niezwykle samotną, skazaną na opiekę nad bratem kosztem własnego życia, co niewątpliwie jest trudne i oprócz bezbrzeżnej miłości wymaga dużej cierpliwości. Można odnieść wrażenie, że jest ona w stosunku do niego szorstka, czasem zbyt wybuchowa, jednak wstrzymałabym się tutaj przed krytykowaniem jej zachowań. Sądzę, że byłoby to krzywdzące. Natomiast sam Mattis jest wobec niej bardzo zaborczy, czasem z nią pogrywa specjalnie wypowiadając tylko część swoich myśli. Ma świadomość, że jest dla niej ciężarem, ale niestety nie jest w stanie tego zmienić. Gdy w ich życiu pojawia się  Jørgen, z którym Hege połączy uczucie ta relacja brat-siostra jeszcze bardziej się skomplikuje.

Pozycja ta jest bardzo ciekawa. Krótka, ale posiadająca silny ogromny ładunek emocjonalny. Czujemy, że cała ta historia zmierza do jakiejś nienazwanej jeszcze tragedii, ale nic nie możemy uczynić. Jesteśmy podwójnie bezsilni, bo pióro Vesaasa każe nam czuć, że to coś więcej niż literacka fikcja. Zdecydowanie warta polecenia i przeczytania!

 

Moja ocena:6/6

13:57, nostoja
Link Komentarze (6) »
piątek, 18 września 2015

Nigdy nie zapomnę jak kilka lat temu poznałam "O pięknie". Czytałam ją w pociągu na trasie Gdańsk-Warszawa, podróż ta trwająca wówczas ponad 6 godzin zleciała w błyskawicznym tempie. Przerzucałam strony w takim wielkim napięciu, że po zakończeniu nie mogłam dojść do siebie. Targały mną niesamowite uczucia od zachwytu po niewytłumaczalną złość. Następnie były znakomite "Białe zęby" a teraz najnowsza powieść Zadie Smith "Londyn NW". 

1

Zadie Smith jest uznaną autorką wśród krytyków, ale jeśli chodzi o czytelników to jedni ją kochają za świetny styl, a drudzy nazywają grafomanką, na której książki nie warto wydawać pieniędzy, w zasadzie nie warto po nią sięgać. Ja bez wątpienia należę do tej pierwszej grupy, może jej nie kocham, ale na pewno mam do jej stylu, języka wielką słabość.

"Londyn NW" opowiada historię czworga trzydziestolatków: Leah, Keisha, Nathan oraz Felix, których łączy miejsce pochodzenia. Poznajemy każdego z osobna, historię ich wyborów, listę zdarzeń, które doprowadziły ich do miejsca, w którym są. Jest to powieść o szukaniu siebie, określaniu siebie, a może raczej o niemożności znalezienia siebie. Wszystko to przedstawione jest za pomocą różnych technik literackich, tak jakby Smith nie mogła się zdecydować. Początkowo myślałam, że w ten sposób chce jeszcze bardziej wyostrzyć charakter danej postaci, ale nie znalazłam w tym żadnej reguły, schematu. Nie ukrywam, że w pewien sposób taka narracja mnie drażniła, jednocześnie pozwalając na bardzo szybkie pochłanianie tekstu i dość skuteczne zapełnianie umysłu treścią.

To naprawdę dziwna pozycja. Mam nieodparte uczucie, że jest płaska i o niczym. Że jest niezgrabna, niedopracowana, drażniąca a przy tym wszystkim przepełniona cieżką atmosferą, niepokojem, niemocą. Te emocje bardzo szybko się przejmuje, myśli się o bohaterach, o ich losie, nawet próbuje się to wszystko pojąć. I ta dwuznaczność nie pozwala mi konkretnie jej ocenić. Na pewno jest interesująca i warto się z nią zmierzyć, choćby po to, żeby wyrobić swoje zdanie na jej temat. Ale jeśli ktoś nie zna prozy Zadie Smith to sugerowałabym najpierw sięgniąć po wspomniane "Białe zęby" czy "O pięknie".

 

Moja ocena:4(3,5?)/6  

10:52, nostoja
Link Komentarze (2) »
piątek, 11 września 2015

Ostatnio uświadomiłam sobie, że oprócz kryminałów to praktycznie nie znam literatury skandynawskiej. Bogatsza o tę informację podczas ostatniej wizyty w bibliotece wybrałam sobie na lekturę Błogosławieństwo ziemi, które przyniosło Hamsunowi Nagrodę Nobla. Dzięki temu wyborowi wiem już, co wypożyczę przy kolejnej wizycie, jego Głód, bibliotekarz tak zachwalał, że trudno się temu oprzeć.

blBłogosławieństwo ziemi przedstawia historie Izaka, pierwszego osadnika, człowieka pracy, kochającego naturę i żyjącego z nią w zgodzie oraz ludzi go otaczających. Jest to pochwała życia wiejskiego a także pracy. Ale poza tym sielankowym obrazem znajdziemy tutaj tematy trudniejsze, wymagające zastanowienia się i niesamowicie wpisujące się w naszą teraźniejszość. Takim tematem jest dzieciobójstwo pokazane tutaj wydawałoby się w sposób bardzo obiektywny, a jednak Hamsun nie uciekł od porównań i zestawił nam dwie różne sytuacje, które wymuszają na czytelniku (w moim odczuciu) jednoznaczne oceny. Niemniej bardzo ciekawie wplótł ten wątek w życie mieszkańców, w ten spokojny wymarzony obraz, pracy, która przynosi satysfakcję i szczęście.

Na stronach tej nagrodzonej powieści roi się od bardzo ciekawych i wyrazistych postaci. Oprócz pracowitego i prostolinijnego Izaka znajdziemy tutaj jego zupełne przeciwieństwo, bumelanta i pozera Bredego. Geisslera, postać która ukradła moje serce, choć zdaje się być krętaczem, jest zdecydowanie alkoholikiem, ale ma głowę do interesów i zawsze pojawia się w historii w momencie kiedy inni potrzebują pomocy. Jest  on moim zdaniem postacią, która napędza narrację i wzbogaca fabułę, nadaje kierunek całej historii. Olinę kobietę przebiegłą, ale i pracowitą, miejscową plotkarę, która może irytować, ale jednocześnie jest spoiwem łączącym bohaterów. Czy Barbro postać, którą ja nie polubiłam, próżna, zdecydowana na wszystko by postawić na swoim, pozbawiona skrupułów, bezmyślna wiejska baba.

Ta lektura dostarczyła mi wiele przyjemności. Zupełnie mnie pochłonęła. Poddałam się temu trybowi życia, zależnemu od pory roku. Poczułam ten związek z naturą, z zależnością od pogody, z radością z pracy, z naturalnym porządkiem poczynań i planów. Ogarnął mnie jakiś spokój. Ale nie wiem czy ją polecać, bo jeśli nie lubisz  Nad Niemnem, nie trawisz Chłopów, to to nie jest lektura dla Ciebie. Ale nie zaszkodzi sprawdzić.

 

Moja ocena:6/6

23:32, nostoja
Link Komentarze (2) »
piątek, 04 września 2015

Już uprzedzając, ja chyba za często wpadam w zachwyt nad przeczytaną lekturą. Niemniej wolę jednak zachwycać się niż narzekać, że znowu trafił mi się chłam. A Sprawa osobista jest zdecydowanie lekturą znakomitą, wyśmienitą i porywającą. Wiem, że wielu czytelników uznało ją za nudną, ale też nie od dziś znam swój gust i zazwyczaj to, co dla innych okazuje się nudne dla mnie jest arcyciekawe. 

1Sprawa osobista jest powieścią autobiograficzną, opowiadającą o młodym nauczycielu języka angielskiego zwanym Ptakiem, który zostaje ojcem dziecka chorego na przepuklinę opon mózgowych. Ōe przeprowadza nas przez to, co przechodzi nasz bohater bez upiększeń, półprawd czy moralnych ocen jego postępowania. Bo tak Ptak jest załamany a raczej zdeterminowany do tego, by dziecka się pozbyć. Co więcej zamiast być przy swojej leżącej w szpitalu  żonie upija się whisky i oddaje się wszelkim uciechom ciała wraz ze swoją przyjaciółką Himiko. Modli się o śmierć dziecka i ucieka w tę nadzieję, gdy ta się nie potwierdza, próbuje uciec od człowieczeństwa, od odpowiedzialności, od wszystkiego.

Ta książka jest mistrzowska. Wciąga jak najlepszy thriller. Naprawdę czytałam z wypiekami na twarzy. Jest ostra, prawdziwa. Nie znajdziemy tutaj pięknej historii uczenia się miłości do chorego dziecka, przyjęcia go z otwartymi rękami. Za to znajdziemy historię walki o siebie oraz tego jak łatwo ucieka się od problemów. W zasadzie wielokrotnie w czasie tej lektury uświadamiałam sobie jak często i ja uciekam, albo początkowo próbuję przed problemami i odpowiedzialnością. Ucieka tutaj nie tylko Ptak, ale i jego przyjaciółka Himiko. Jej mąż popełnił samobójstwo, a ona od tego czasu prowadzi życie dość rozwiązłe, utrzymywania przez swojego teścia w dzień nie wychodzi z domu, by w nocy tułać się samochodem po mieście. Z tym że ona nie ucieka od odpowiedzialności, tylko zdaje się poczucia winy, a seks jest częstym kierunkiem obieranym przez nieszczęśliwych ludzi. Jestem też daleko od oceny postępowania głównego bohatera. Tak samo jak nic go nie usprawiedliwia, tak samo bardzo go rozumiem. Ale nie chcę się rozpisywać o jego rozterkach, decyzjach i ostatecznym wyborze, by nikt nie stracił przyjemności z lektury.

 

Moja ocena:6/6 

20:44, nostoja
Link Komentarze (2) »
środa, 26 sierpnia 2015

To kolejna pozycja, która wpisuje się w kategorię must read i która znalazła się wśród moich wakacyjnych lektur. Poniekąd jej treść nie była mi obca dzięki obrazowi Godziny, który był inspirowany jedną z najgłośniejszych powieści Virginii Woolf. Przyznam, że trochę się tego spotkania bałam, w moich oczach Woolf zawsze rysowała się jako literacko niebezpieczna.

Wydarzenia w Pani Dalloway rozgrywają się w ciągu jednego dnia w Londynie. Tytułowa Klarysa Dalloway szykuje przyjęcie, rozpamiętuje przeszłość, pochyla się nad swoim małżeństwem, wspomina swoją pierwszą miłość i kontempluje jej obiekt - Piotra Welsha, który właśnie wrócił do Anglii. Piotr Welsh odwiedza swoją wielką miłość, przechadzając się po ulicach Londynu zastanawia się nad swoim życiem, jest pełen rezygnacji, a jednocześnie zdaje się być zadowolony z bycia dojrzałym mężczyzną, który wszelkie namiętności ma już za sobą. Niezwykłymi postaciami, których myśli i rozważania zostają nam udostępnione jest małżeństwo Smithów. Septimus ma problemy psychiczne związane ze wspomnieniami z przeżytej wojny oraz z wrażeniem, że nic nie odczuwa. Jego żona, młoda Włoszka Recja jest z tego powodu bardzo nieszczęśliwa i próbuje za wszelką cenę odzyskać męża. Bohaterów oczywiście jest więcej, ale te są zdecydowanie kluczowe.

Zastosowana przez Virginię Woolf technika strumienia świadomości sprawiła, że czytając miałam wrażenie, że już to kiedyś czytałam, że to znam. Z jednej strony technika ta utrudniała czytanie, wymagała ciągłej koncentracji, czytania z uwzględnieniem wszystkich znaków interpunkcyjnych z drugiej pozwalała na czucie tekstu, dotykanie świadomości każdego z bohaterów z osobna. Autorka dzięki niej wykreowała niesamowity nastrój, bardzo sentymentalny, z uwagi na te wszystkie opisane wspomnienia, a jednocześnie pełen niepokoju, jakiegoś oczekiwania, jak również wielkiego smutku.

Na początku myślałam, że ta powieść okaże się wielkim rozczarowaniem. Nie mogłam się wczuć, gubiłam się, denerwowałam na tak rozbudowaną narrację. Ostatecznie zostałam oczarowana, wciągnięta w te wszystkie myśli. Przeżyłam naprawdę niesamowity dzień w Londynie w 1923 roku i nie mogę się oprzeć wrażeniu, że to moje rzeczywiste wspomnienia rozpamiętuję, gdy myślę o tej krótkiej powieści.

Moja ocena:6/6

21:03, nostoja
Link Komentarze (3) »
wtorek, 25 sierpnia 2015

Naczytałam się o tej bestsellerowej książce mnóstwo. Wszedzie tylko ochy i achy, dlatego dość dużo czasu zajęło mi zanim po nią sięgnęłam. I co mogę na jej temat powiedzieć? Tak właśnie och i ach!!! Jak bardzo mi się to spotkanie podobało trudno mi samej uwierzyć.

Dożywocie zaczyna się jak większość historii z tzw. literatury kobiecej. Mamy bohatera, początkującego pisarza, Konrada Romańczuka, który dziedzicząc stary dom postanawia wywrócić swoje życie do góry nogami. Zostawia w mieście pełnym perspektyw swoją niedoszłą narzeczoną i rusza na wieś, by zastać dom z wieżyczką w stylu gotyckim i zwariowanymi lokatorami. Wszystko byłoby jak zawsze, gdyby nie ci lokatorzy, którymi są anioł Licho w bamboszach, uczulone na pierze, Szczęsny, widmo mówiące wierszem i działające na nerwy wszystkim wokół oraz Krakers, znany również jako Kraken, lubująca się w gotowaniu wielka ośmiornica.

Świetnie się bawiłam w czasie tej lektury. Pani Marta ma świetne, lekkie pióro, niesamowitą wyobraźnię i bardzo mi odpowiadające poczucie humoru. Nie pamiętam kiedy ostatnio aż tak rozluźniłam się w czasie lektury. Dożywocie jes książką działającą jak masaż, jak przyjemne upojenie. Jest jak kakao w zimowy wieczór, gdy stopy mamy owite w ciepłe skarpety, za oknem pada śnieg, a pokój spowija ciepłe światło nocnej lampki. Podsumowują och i ach. Jak dobrze, że napisała kontynujację. Jak dobrze, że ciągle jest ona przede mną.

 

Moja ocena: 6/6

19:32, nostoja
Link Komentarze (2) »

Zacznę wyjątkowo od podzielenia się zawodem jaki mnie spotkał przy okazji tego tytułu. Po wielkim zachwycie jaki wywarła na mnie powieść Updike'a Pary, świetna, piękną, zapadającą w pamięć, oczekiwałam przynajmniej przyjemnej lektury. Jednak po tak świetnym pierwszym spotkaniu sama przyjemna, poprawnie napisana historia okazała się nie wystarczyć, by się zachwycić.

1

Terrorysta jest próbą przedstawienia jednej z możliwych dróg jakie trzeba przejść, by zostać tytułowym terrorystą. Updike wybrał do tej roli osiemnastoletniego Ahmada, ten wychowujący się bez ojca chłopak w wieku jedenastu lat postanowił zostać wiernym muzułmaninem i przez całe swoje dotychczasowe życie zadanie to wypełniał znakomicie. Postać tego młodego chłopaka, nie jest postacią budzącą sympatię. Sympatii nie wzbudzają też jego matka, niespełniona artystka, zajęta swoim życiem osobistym bardziej niż życiem syna, psycholog szkolny Levy, niepraktykujący Żyd, cierpiący na bezsenność, zrezygnowany niezadowalającym go życiem, czy jego otyła żona, bibliotekarka, nieciekawa, nieporadna. Wszystko i wszyscy zdają się tutaj byc jednocześnie przerysowani, ale też i spłyceni, pozbawieni siły napędowej.

Również Islam został przez Updike'a potraktowany bardzo stereotypowo. Czytając miałam wrażenie, że pisarz nie odrobił pracy domowej, nie zgłębił tematu, nie wykorzystał możliwości jakie niesie za sobą tematyka wiary muzułmańskiej i terroryzmu. Przez co odczytałam tę powieść jako rzecz o rezygnacji, bezsensie, o mialkości istnienia, o beznadziei życia. Może jest to interpretacja prawidłowa, ale czy trzeba było przedstawiać to wszystko wykorzystując do tego wątek terrorystyczny? Przez to powieść ta ani nie ma dopracowanych portretów psychologicznych postaci, tylko zarysy, ani porywającej historii. Bo niby trzyma w napięciu, niby czyta się szybko, ale bardzo, ale to bardzo zawodzi. Oczywiście sięgnę jeszcze po tego autora, bo wspomniane Pary są naprawdę doskonałe, ale o Terroryście mam nadzieję, że szybko zapomnę.

 

Moja ocena:3/6

19:11, nostoja
Link Dodaj komentarz »

Miasto ślepców jest często wymieniane jako tytuł warty przeczytania i jako jedna z ważniejszych powieści naszych czasów. Pomimo tego jakoś nie mogłam się za nią zabrać, miałam wrażenie, że po obejrzeniu Ostatniej milości na Ziemi ten temat mnie nie zachwyci. Jednak kierunek naszej podróży poślubnej sprawił, że wreszcie zajrzałam na omijaną przeze mnie półkę w bibliotece.

Saramago zabiera nas do bliżej nieokreślonego miasta, w którym wybucha epidemia ślepoty. Aby ustrzec się przed jej rozprzestrzenianiem rząd postanawia odseparować zarażonych i tych, którzy z nimi przebywali od pozostałych ludzi. Miejsce, do którego trafiają ślepcy przez narzucone tam zasady i oznajmienie, że w razie jakichkolwiek zamieszek, pożaru itp. nikt im nie pomoże staje się siedliskiem ludzi bezradnych, brudnych, pozbawionych godności, ale też brutalnych, gotowych na wszelkie nadużycia. Portugalski noblista, by przedstawić nam ten świat zezwierzęcenia, brutalności daje czytelnikom jedyną widzącą postać, żonę lekarza okulisty, który staje się wsparciem, ratunkiem, ale też w moim odczuciu największą ofiarą choroby.

Miasto ... jest powieścią zdumiewającą. Po pierwsze dlatego, że jest jakby niespójna, czytając miałam uczucie, że coś tutaj nie gra, jest naciągane. Po drugie pokazuje różne oblicza człowieczeństwa w sposób bardzo wyrazisty, wręcz przerażający. Z jednej strony czuje się głębszy przekaz, że ta cała historia do czegoś prowadzi, że ukaże nam jakąś prawdę, że nas zaspokoi. A z drugiej zakończenie jest naiwne i dla mnie niejasne. Przekaz prawdopodobnie okazał się zbyt oczywisty, a może ciągle go nie zrozumiałam. 

Podsumowując jest to świetnie napisana powieść, wciągająca, trzymająca w napięciu. Jest to całkiem udana próbą przedstawienia ludzkości w sytuacji pozornie nie do opanowania, bezradnej. Ale pozostawiła we mnie ten niedosyt, brak pełnego jej zrozumienia, bądź rozczarowanie "oczywistą oczywistością".

Moja ocena:5/6

18:36, nostoja
Link Dodaj komentarz »
| < Lipiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            
Zakładki:
Blogi, które czytam
Książki przeczytane w 2013
Książki przeczytane w 2014
Książki przeczytane w 2015
Książki przeczytane w 2016
Książki przeczytane w 2017