O książkach z serca, by utrwalić wrażenia
RSS
czwartek, 25 lutego 2016

To czwarty reportaż, o którym będę pisać na blogu. Dostałam go od rodziców pod choinkę, a moja mama już na miesiąc przed wygadała się przede mną, że dostanę świetny reportaż. Na szczęście nie zdradziła jaki. Bardzo się ucieszyłam, że akurat ten, bo był na mojej liście tytułów, po które chciałabym sięgnąć.

ku

Zawsze mam problem pisząc o reportażu, bo nigdy nie wiem od czego zacząć, czy wprowadzać w treść tylko zarysowując temat czy bardziej obszernie, itp.. Ku Klux Klan to temat wciąż budzący emocje, choć ten dzisiejszy nie stosuje takich metod działania jak jego wcześniejsze formacje to jednak przedstawia poglądy radykalne i kłócące się z moim poglądem na świat. Wywyższanie jednej rasy ponad drugą, unikanie kontaktów z przedstawicielami odmiennego koloru skóry budzi pewien niesmak. Katarzynie Surmiak-Domańskiej udało się przedstawić w bardzo ciekawy i obiektywny sposób współczesny obraz tej organizacji.

Przede wszystkim zachwyca zestawienie wydarzeń historycznych z wypowiedziami ludzi współczesnych. Po pierwsze nie prowadzi to do zarzucenia czytelnika ogromem minionych faktów, a po drugie pozwala na poczucie większej więzi z bohaterami reportażu. Można by zapytać - więzi z członkami Ku Klux Klanu? Odpowiedź brzmi tak, bo można nie podzielać ich poglądów a jednocześnie czuć się im bliskimi. Bo pomijając ich przekonania, styl życia, to jednak są to zwyczajni ludzie, mający rodziny, pracę, codzienne obowiązki.

Abstrahując od rasizmu, reportaż ten w dużej mierze pokazuje jak zróżnicowane jest społeczeństwo amerykańskie i jak może wydawać się dziwne. Niektóre anegdoty wydały mi się naprawdę zabawne i zdumiewające. Jeśli chodzi o tę "kukluxklanową" społeczność to ich chęć zachowania rasy białej w jak najczystszej formie kłóciła się w mojej głowie z ich zupełnym brakiem przywiązania do dbania o kondycję fizyczną. Z jednej strony przyznawali, że Afroamerykanie przewyższają białych tylko fizycznie, a z drugiej strony nawet nie wykazywali chęci, by poprawić swoją.

Jak widać pisanie o reportażach nie idzie mi najlepiej:). Podsumowując ta książka jest świetna. Czyta się ją praktycznie jednym tchem. Pokazuje zróżnicowane poglądy zarówno w samej społeczności Ku Klux Klanu, jak i poglądy ich przeciwników. W sposób fascynujący przedstawiona została w niej historia powstania tej organizacji, ale również sytuacja relacji rasowych w USA w czasach współczesnych. Pozwoliła mi lepiej zrozumieć światopogląd "klansmenów", spojrzeć inaczej na proces abolicji i uporządkować moje własne myśli na temat rasizmu. Zostawiła po sobie też szereg pytań, np. Czy ciągle powinniśmy traktować rasizm jako uprzedzenie do ludzi czarnych? Czy czasem w Stanach nie narodziło się już zjawisko odwrotnego rasizmu? I wiele innych.

 

Moja ocena:6/6

20:25, nostoja
Link Komentarze (2) »
niedziela, 14 lutego 2016

1

Ostatni miesiąc poświęciłam na zmierzenie się z książką Andrzeja Łobaczewskiego - Ponerologia polityczna. Nauka o naturze zła w adaptacji do zagadnień politycznych. Jest to pozycja niełatwa i budząca pewne zastrzeżenia. Po pierwsze o autorze znajdziemy niewiele ponad to, co umieściło o nim wydawnictwo na obwolucie książki czy to, co sam nam przekazał w omawianym tytule. Po drugie w jego pracy trudno szukać jakichkolwiek przypisów odsyłających nas do dzieł, badań, na których oparł swoje teorie i badania właśnie. Te wszystkie niejasności spowodowały, że podeszłam do tej pracy z bardzo dużym dystansem, ale jednocześnie starając się nie przyjmować skrajnie negatywnej postawy.

Tytułowa ponerologia jest najkrócej pisząc nauką o złu. O jego genezie i naturze, czynnikach biologicznych warunkujących jego powstawanie i dalszy rozwój. Autor kładzie bardzo duży nacisk na przyrodnicze podejście do badania natury zła oraz odrzucenie jego interpretacji w sposób zbyt moralizujący, gdyż zaciemnia to w opinii badacza jego prawdziwy obraz. Przeprowadza nas przez różne aberracje psychiczne, czy to nabyte czy dziedziczne oraz etapy prowadzące do powstawania ustrojów zwanych patokracjami, Dzięki temu odziera interesujące nas zagadnienie zła z cech romantycznych, które nadają mu charakter tajemnicy, dzięki temu czyniąc je czymś bardziej zrozumiałym i możliwym do zbadania. Dziedzinami, które w procesie badania mają być pomocne są nauki przyrodnicze: biologia, medycyna, a także psychologia i psychiatria. Niezwykle ważne według Łobaczewskiego jest przeprowadzenie psychoterapii na jednostkach wykazujących cechy patologiczne, skrzywionych i odstających od normalnych ludzi. Psychoterapia ta miałaby stanowić także klucz do ochrony państw przed ideologiami i ustrojami politycznymi mającymi cechy ponerogenne.

Lektura ta zdecydowanie przekroczyła moje możliwości poznawcze. Po pierwsze nie jestem psychologiem, więc nie umiem w sposób rzeczowy ocenić tego, o czym pisze autor. Nie interesowałam się wcześniej naturą zła w takim ujęciu, a tym bardziej nigdy nie kusiło mnie, by podejść do tego zagadnienia naukowo. Raczej wszelkie przemyślenia opierałam na bardziej intuicyjnym podejściu do tego zagadnienia, często niepozbawionym tej nuty romantyzmu, która zaciemnia i oddala prawdziwą naturę zła. Na pewno odarcie tego zjawiska z tajemnicy i sprowadzenie go do obiektu badań, które można zmierzyć od A do Z już teraz pozwala mi patrzeć na nie bardziej trzeźwo i doszukiwać się bardziej wytłumaczalnych przyczyn czyjegoś postępowania, bez niepotrzebnego demonizowania jednostki. 

Mam nieodparte wrażenie, że cokolwiek bym napisała o tej książce to nie będzie to ani przybliżać jej tematyki w wystarczający sposób ani nie pozwoli do końca odczytać mojego na jej temat zdania. Nie czuję się też na siłach, by pisać więcej, bo moim zdaniem jest ona lepszym tematem do otwartej dyskusji niż do notki na blogu. Na pewno uważam, że warto po nią sięgnąć, pomimo wszelkich kontrowersji związanych z osobą jej autora czy braku ujawnionego zaplecza badawczego. Jest ona ciekawa, choć trudna w odbiorze i znaczna część tego o czym pisze Łobaczewski, przynajmniej w moim odczuciu, znajduje potwierdzenie w obserwowanej rzeczywistości.

 

Moja ocena:4/6

20:31, nostoja
Link Komentarze (2) »
czwartek, 21 stycznia 2016

Uff. Wreszcie udało mi się przeczytać Szatańskie wersety, które okazały się iście szatańskie, bo ich przeczytanie zajęło mi prawie dwa miesiące. Od dawna byłam ciekawa tej lektury, zarówno przez jej kontrowersyjność, jak i fakt, że przez wielu uważana jest za arcydzieło. Nie sądziłam jednak, że okaże się ona tak nieprzystępną lekturą.

1

Ta nieprzystępność dotyczy przede wszystkim pierwszych 200 stron, bo aż tyle kartek musiałam przewrócić, by złapać rytm narracji i oswoić się z treścią oraz odwołaniami do islamu. Zwłaszcza to ostatnie okazało się dla mnie trudne w odbiorze, ponieważ nie ukrywam, że moja wiedza o tej religii jest dość ogólnikowa. A tutaj wierzenia te przedstawione zostały w karykaturalny sposób, z wieloma odniesieniami do konkretnych zapisów Koranu i bez tej wiedzy dość ciężko wszystko było wyłapać i zrozumieć. Ponadto przez te pierwsze 200 stron gubiłam się w przeskokach między tym co realne a tym, co wyśnione. Może tutaj to narzekanie zakończmy.

Gdy już przebrnęłam przez ten dość długi fragment odkryłam, że na tyle dałam się wciągnąć w historię dwóch cudem ocalałych bohaterów - Dżibrila i Saladyna - że zaczęłam odczuwać przyjemność z obcowania z tą lekturą. I abstrahując od religijnych aspektów tej powieści, znalazłam w niej świetnie ukazane wielokulturowość, kontrast między Zachodem a Wschodem (za co zresztą uwielbiam innego autora O.Pamuka) czy rozważania na temat granicy między dobrem a złem.

Szatańskie wersety przez swoją monumentalność dotykają też bardziej codziennych spraw, jak miłość między ojcem a synem. Ociera się o kwestie rasowe czy polityczne. Nie pomija też opisów trudnych relacji damsko-męskich. Rushdie pomimo tego, że rozpisał się na prawie 600 stron nie przynudza, ale narracja jest dość chaotyczna, szybka. Czasami miałam wrażenie, że gonię za akcją a ona i sens tego, co niesie w sobie treść przede mną ucieka.

Ta powieść okazała się naprawdę ciężka i wymagająca. Nie jeden raz miałam uczucie, że natrafiłam na jakiś straszny bełkot, który nic ze sobą nie niesie. Czułam jakby ktoś się ze mną bawił, mamił i obiecywał wielkie objawienia, po czym śmiał się, że dałam się nabrać. Ostatecznie jednak nie uważam tej książki za bełkot czy stracony czas. Wiem, że będę jeszcze długo o niej myślała i pewne wnioski wyciągnę dopiero po jakimś czasie od jej przeczytania. Jej lektura dała mi naprawdę sporo do myślenia i większość tego, co już z niej udało mi się wyciągnąć uważam za bardzo wartościowe.

Podsumowując pomimo tego, że trochę się z tą powieścią przemęczyłam i wielu rzeczy nie zrozumiałam, część uznałam za miałkie to jednak namawiam, by się z nią zmierzyć. Ja bardzo się cieszę, że dotrwałam do końca i nie odłożyłam jej po tych 200 stronach.

 

Moja ocena:4/6


21:46, nostoja
Link Komentarze (3) »
piątek, 01 stycznia 2016

Rok 2015 był bardziej udanym pod względem ilości przeczytanych książek niż 2014, ale nie zmienia to faktu, że czuję pewien niedosyt. Jednak liczyłam, że uda mi się w nim przeczytać jeszcze kilka pozycji, które od dawna czekają na mojej półce. Także fakt, że pod jego koniec utknęłam w Szatańskich wersetach i już prawie miesiąc dosłownie "męczę" tę lekturę nie nastraja optymizmem. Ale cóż nie wszystko czym się zachwycają inni czytelnicy musi okazać się dla nas równie zajmujące.

Oprócz pewnego niedosytu zeszły rok przyniósł mi sporo zachwytów i oczarowań. Dlatego wybór tych, które dotknęły mnie najbardziej okazał się bardzo trudny i pomimo tego, że wybrałam aż dziesięć tytułów mam wrażenie, że to za mało:)

Ludmiła Ulicka, Daniel Stein, tłumacz - tej książki nie mogło tutaj zabraknąć. Czułam, że to będzie piękna i wartościowa lektura już od pierwszych jej stron. To wspaniała opowieść o religii, filozofii, historii i sile człowieka.

Suita kaszubska. Reportaże o ludziach i ziemi - ta lektura jest szczególnie bliska mojemu sercu, gdyż opisuje historię ludzi i terenów Kaszub, z których pochodzę. Jednocześnie jest też naprawdę ciekawym i dobrze napisanym zbiorem reportaży o przeróżnej tematyce, dzięki czemu nie nudzi a zachwyca.

Kenzaburō Ōe, Sprawa osobista - prawdziwa, trzymająca w napięciu jak najlepszy thriller. O życiu i trudnych wyborach bez cenzury i uciekania się do usprawiedliwiania czy oceny postępowania głównego bohatera. Wstrząsająca.

Ota Pavel, Śmierć pięknych saren. Jak spotkałem się z rybami - te dwa opowiadania są piękną, sentymentalną opowieścią o czasach dzieciństwa, rodzinie. Napisane w ramach terapii psychiatrycznej autora same okazały się dla mnie rodzajem terapii. Piękne.

Szczygieł Mariusz, Gottland - świetny zbiór reportaży o naszym południowym sąsiedzie - Czechach. Pełen absurdu, smutku, opowieści strasznych i jednocześnie zabawnych. Lektura obowiązkowa.

Haruki Murakami, Kafka nad morzem - ilekroć sięgam po Murakamiego, zawsze dostaję to, po co przychodzę. Tak było i tym razem, dlatego i tego tytułu nie mogło tutaj zabraknąć. Za niezmiennie piękny i wyjątkowy styl, za zaskakiwanie i niesamowitą wyobraźnię, a w tym wszystkim wszechobecną mądrość.

John Irving, Świat według Garpa - największe zaskoczenie roku 2015. Oczekując zupełnie nic dostałam tak dużo, że nie mogłam tego pomieścić. Świetna, interesująca, mocna, zaskakująca, nieprawdopodobna powieść o strachu przed śmiercią ludzi, których kochamy.

Cormac McCarthy, Droga - niezwykle poetycka acz straszna wizja upadku świata jaki znamy. Pokochałam ją za ukazanie, że dobro i moralność znajdą sobie miejsce nawet tam, gdzie z pozoru tego miejsca nie ma, a dotychczas znane prawa i zasady przestały funkcjonować.

Knut Hamsun, Błogosławieństwo ziemi - długo się zastanawiałam czy powinnam ująć tę pozycję w tej dziesiątce, tym, co o tym przeważyło jest świetnie ukazana miłość do natury i szacunek do ziemi głównych bohaterów. 

Pavel Kohout, Kacica - to powieść jedyna w swoim rodzaju. Groteskowa, traktująca o rzeczach ważnych, szokująca, wciągająca, zabawna. 

Mogłabym wymienić tak jeszcze z kolejnych dziesięć pozycji, bo gdy myślę o każdym z tytułów, które przeczytałam, to zawsze znajduję w nim coś, co mnie zachwyciło. Może powinien się tutaj jeszcze znaleźć Houellebuecq i jego świetna Możliwość wyspy czy Pratchett i zachwycający, wyróżniający się na tle innych Mort? Zdecydowałam jednak, że wybór ten trzeba ograniczyć:) Jeśli chodzi o największe rozczarowania to Zadie Smith London NW , bo zupełnie nie poczułam tej opowieści oraz John Updike Terrorysta, dlatego, że jak na mój gust poszedł na łatwiznę (choć muszę przyznać, że z perspektywy czasu, nie oceniam tej książki tak źle jak tuż po jej przeczytaniu).

 

A w 2016 życzę Wszystkim i sobie samych ciekawych, mądrych i świetnie napisanych lektur. I czasu, czasu, czasu...

19:58, nostoja
Link Komentarze (1) »
sobota, 12 grudnia 2015

Jak tylko usłyszałam o tej powieści, pomyślałam, że muszę, muszę ją mieć. A gdy już ją kupiłam to bałam się po nią sięgnąć. A teraz już po lekturze, wiem, że nie było się czego bać.

1

Uległość jest futurystyczną wizją Francji (Europy), w której wybory wygrywa przedstawiciel Bractwa Muzułmańskiego. François, uniwersytecki wykładowca, specjalista od twórczości Jorisa-Karla Huysmansa musi zmierzyć się z nową sytuacją. Wraz z nim zagłębiamy się w jego rozważania na temat poglądów, podejścia do życia, stosunku do religii, moralności Huysmansa. Te fragmenty są dość trudne do przebrnięcia, bo zupełnie nie znam twórczości wspomnianego autora, ale ich wydźwięk jest zrozumiały i łatwy do wyłapania. Duża część książki poświęcona jest opisowi samych wydarzeń politycznych i polityki francuskiej. To też sprawiło mi trochę trudności, bo jednak czytać o sytuacji jakiegoś kraju, historii itp. to jednak nie to samo, co znać to od środka. I to na pewno trochę ogranicza pełne uzmysłowienie sobie jak ukształtowała się scena polityczna w Uległości.

Poza tym pozycja ta serwuje nam wszystko to, co znamy z innych utworów Houellebecqa. Bezkompromisowy język, odważne, wulgarne sceny seksu, wszechobecne poczucie bezsensu. Rozważania na temat ludzkiej egzystencji i znaczenia człowieka w świecie. Jest przygnębiająco, nieraz zabawnie, ale przede wszystkim strasznie i niepokojąco.

Polecam Uległość, jakżeby inaczej. Chociażby dlatego, że mówi o czymś bardzo aktualnym, ale i nowym. Dzięki niej dowiedziałam się o ruchu identytarystów, o którym nie miałam pojęcia i w pewnym sensie dotknęłam ducha społeczeństwa Francji (cokolwiek to znaczy:)). A poza tym to jest Houellebecq, po niego powinno się sięgać. Chloć to nie jest moja ulubiona z jego powieści.

 

Moja ocena:5,5/6

 

 

18:21, nostoja
Link Komentarze (3) »
sobota, 28 listopada 2015

Droga to druga pozycja jaką przyszło mi przeczytać w listopadzie. Bardzo lubię kino postapokaliptyczne, ale po literaturę o tej tematyce sięgam dość rzadko. W prawdzie widziałam ekranizację tej powieści McCarthy'ego, ale dla mnie nie stanowi to przeszkody by trafić do tego świata jeszcze raz za pomocą tylko języka i mojej wyobraźni.

droga

Wizja świata wykreowana przez McCarthy'ego przyprawia o dreszcze. Wszystko zostało okryte popiołem, nie ma żywności ani bezpiecznego miejsca. Życie jest ciągłym strachem i wydaje się być pozbawione sensu, skoro nic nie ma, a pozostali przy życiu ludzie oprócz głodu są największym zagrożeniem. Czy ktokolwiek chciałby w takim świecie żyć, tylko po to by przetrwać? Czytelnik w tytułową drogę wyrusza wraz z mężczyzną i jego synem. Towarzyszą im głód, chłód, strach, ciemność. Narracja prowadzona jest bardzo oszczędnie, powoli, poetycko. Treść nie obfituje w wydarzenia, które ekscytują czy wywołują napięcie. Takich sytuacji jest naprawdę niewiele. Ale czytając czuje się ciągły niepokój, lęk, pustkę i bezsens. Nieustannie starałam się wyobrażać sobie, co bym zrobiła, gdyby przyszło mi czegoś takiego doświadczyć, czy zachowałabym w sobie dobro, które reprezentują nasi przewodnicy? Bo zdecydowana reszta ludzi, na którą w tej powieści trafiamy, zatraciła w sobie człowieczeństwo, by przeżyć stała się ludożercami, łowcami, nieznającymi litości. A ta grupa przyczynia się do powstawania takich pytań czy możemy ich oceniać? Czy w takim świecie jest miejsce dla jakiejkolwiek moralności? Czy wszechogarniająca krajobraz pustka, głód nie dają pozwolenia na to, by odrzucić wszelkie panujące wcześniej, przed zagładą zasady? I ostatnie czy te zasady, moralność, do czegokolwiek służą?

Wspaniała jest Droga. Poetycka, wciągająca. Ucząca, że w nawet w świecie, w którym nic nie ma, surowym i bezwzględnym ciągle jest miejsce na dobro. Polecam, nawet jeśli widzieliście film.

 

Moja ocena: 6/6


19:49, nostoja
Link Komentarze (2) »

Ostatnio czas, którym dysponuje znacznie się skurczył, a i ta jesienna aura ograniczyła mój zasób energii. Co oczywiście nie znaczy, że nie czytam. Jedną z dwóch książek, po które sięgnęłam w tym miesiącu jest najgłośniejsza i najbardziej poczytna z powieści Irvinga - Świat według Garpa. Zaczynając ją czytać zupełnie nie wiedziałam czego się spodziewać, nie miałam też większych oczekiwań, co bardzo rzadko mi się zdarza. I może między innymi dlatego to spotkanie okazało się dla mnie tak fascynujące i pochłaniające. 

1

Świat według Garpa jest pozycją, którą ciężko zaszufladkować, wręcz niemożliwe wydaje się być porównanie jej do czegokolwiek, co już czytałam. Ta książka jest dziwna, ale w pozytywny sposób. Ujmujący bohaterowie, wyraziści, pełni pasji i ludzkich słabości. Na pierwszy rzut oka zdają się być przerysowani. Matka Garpa - Jenny Fields - zagorzała zwolenniczka wolności w wyborze sposobu życia, zafascynowana pojęciem żądzy, której prawdopodobnie doświadczyła tylko raz, ale upierałabym się, że jednak wcale. Po sukcesie swojej autobiografii staje się przedstawicielką amerykańskich feministek. Tytułowy Garp jest pisarzem, ojcem, który panicznie boi się śmierci swoich bliskich, który gdzieś po drodze gubi umiejętność pisania bez odnoszenia się do własnego życia. Oprócz tych dwóch wybijających się na pierwszy plan postaci, mamy cały szereg innych skrzywdzonych przez los, ułomnych, błądzących.

Dla mnie ta powieść to arcydzieło. Odnalazłam w niej siebie, choć historie w niej opisane są tak nieprawdopodobne, że jednocześnie jest w nich prawda i w nie wierzymy. Podobało mi się, że Irving zdecydował się na wplecenie też część rzeczy, które pisał Garp i jego pierwsze opowiadanie Pensjonat Grillparzer jest jednym z najlepszych fragmentów całej powieści. Poza tym to jest mocna pod względem językowym i tematycznym literatura. Nie idąca na kompromisy, nie bawiąca się w cenzurę. A przede wszystkim uświadomiła mi własne lęki.

 

Moja ocena:6/6

19:15, nostoja
Link Komentarze (1) »
niedziela, 01 listopada 2015

W prozie Murakamiego zakochałam się od pierwszego przeczytania. Jako pierwsza w moje ręce trafiła chyba jego najbardziej znana powieść Kronika ptaka nakręcacza. Potem przeszłam przez część jego zbiorów opowiadań, ukochane Norwegian wood i Przygodę z owcą, by znowu do niego wrócić. I ten powrót okazał się fantastycznym spotkaniem, jednocześnie bardzo podobnym do poprzednich a jednak zdecydowanie innym.

kafka

Kafka nad morzem opowiada dwie równoległe historie. Bohaterem pierwszej z nich jest piętnastoletni chłopak, którego znamy pod przybranym przez niego imieniem Kafka i jego własnym nazwiskiem Tamura. Chłopak ten ucieka z domu przed przepowiedzianym mu przez jego ojca losem (co jest tym przeznaczeniem nie będę zdradzać). Z tej przyczyny trafia do prywatnej biblioteki, w której poznaje bardzo tajemniczego pana Ōshimę oraz dyrektorkę tego zbioru, jeszcze bardziej niedostępną panią Saeki, w której się zakochuje. Druga opowieść prowadzi do tej samej miejscowości, do której trafia Tamura i wiąże się z jego historią. Poznajemy w niej pana Nakatę, ponad sześćdziesięcioletniego mężczyznę umiejącego rozmawiać z kotami. Przez tę swoją zdolność zostaje on wplątany w pewną zbrodnię, po której musi udać się w podróż. W tej podróży poznaje młodego, nierozgarniętego kierowcę cięzarówek - Hoshinko i dosłownie zmienia jego życie.

Powieść ta jest pełna smaczków. Murakami wykorzystuje w niej mit o Edypie i na nim buduje część historii. Poza tym jest tak jak to zwykle u niego bywa, świat jest bogaty w niesamowite, nienaturalne zjawiska a rzeczywistość miesza się ze snem. Przez cały czas, dość długi, czytania tej powieści zastanawialam się dokąd to wszystko tak naprawdę zmierza, o co w tym wszystkim chodzi. I jest o wielu rzeczach. O niemożliwości ucieczki przed swoim przeznaczeniem. Świat jest metaforą. A nasze głowy są w pewnym sensie bibliotekami, mamy w nich pokój, w którym gromadzimy wspomnienia. I jak mówi pan Ōshima "żeby dokładnie poznać stan własnego serca, musimy ciągle katalogować zbiory w tym pokoju" (str.618) . Jest też o możliwości zmiany swojego życia, o tym jak ważne jest świadome jego przeżywanie. Przynajmniej tak odebrałam sens istnienia postaci Hoshinko.

Kafka nad morzem bardzo mi się podobała. Czytając Murakamiego czuję się jak w ciepłym swetrze z herbatą w ręku, ale nie taką zwykła czarną, tylko zakrapianą alkoholem, która co chwila zmienia punkt postrzegania. Bo on prowadzi do swojego świata prostymi, krótkimi zdaniami, opisuje proste, codzienne czynności, by nagle ni stąd, ni zowąd nas zaskoczyć wywieść na manowce. Mam wrażenie, że gdyby nasz japoński pisarz pisałby dla dzieci, to mielibyśmy kolejne Muminki. Oczywiście bardzo polecam.

 

Moja ocena: 6/6

20:11, nostoja
Link Komentarze (2) »
niedziela, 18 października 2015

W tym roku czytelniczym również zdecydowałam się sięgnąć po prozę Wiesława Myśliwskiego a wybór padł na jego debiut literacki Nagi sad. Ta pozycja jest o wiele mniejszych rozmiarów niż jego bardziej współczesne dzieła, ale równie fascynująca i piękna.

nagi sad

W swoim debiucie Myśliwski podjął temat relacji syna z ojcem. Poznajemy ją poprzez wspomnienia syna, który bardziej opowiada nam ojca niż siebie. Ta wspomniana relacja jest trudna, dziwna, przepełniona głównie oczekiwaniami ojca wobec swojego pierworodnego jedynaka. Miłość między nimi określa spełnianie tych oczekiwań i próba wpasowania się w "zmyślenie" osoby naszego narratora przez jego tatę. Sam nasz bohater jest pozbawiony siebie, własnych pragnień i nawet po śmierci swojego ojca dalej przeżywa życie wymyślone dla niego.

Nagi sad podobnie jak jego późniejsze książki, które czytałam wyróżnia piękna polszczyzna, cudowne przedstawienie wsi i bardzo ciekawa historia. Czytanie Myśliwskiego dla mnie jest poczuciem bezpieczeństwa. Czyta się pierwsze zdanie i jest się u siebie, a każda myśl jest przepełniona mądrością, która z pełną prostotą spływa na nas z każdej strony. Jakże się cieszę, że jeszcze tyle jego dzieł przede mną, jeszcze tyle rozsmakowania. Taka świadomość istnienia bezpiecznej przystani, ukochanego miejsca wśród książek jest cudownym uczuciem. Kto jeszcze nie sięgnął niech nie odkłada na później.

 

Moja ocena: 6/6

20:52, nostoja
Link Komentarze (2) »
piątek, 16 października 2015

Tak jak zapowiadałam przy okazji relacji z lektury Błogosławieństwo ziemi sięgnęłam po Głód. Powieść ta jest pierwszą Hamsuna, która została uznana przez krytyków, jest też uznawana za zapowiedź literatury nadchodzącego (wtedy) XX wieku. Jest to niezbyt obszerna lektura, której akcja toczy się w stolicy Norwegii Christianii a jej bohaterem i narratorem jest młody mężczyzna, próbujący swoich sił jako dziennikarz. I nie jest tak miła jak sentymentalne i wychwalające pod niebiosa naturę i życie w zgodzie z nią Błogosławieństwo ziemi.

1

Głód jest lekturą niełatwą. Pomimo niewielkiej ilości stron momentami się ciągnie. Bohater jest bardzo antypatyczny. Wiemy o nim tylko tyle ile zechce powiedzieć, cierpi głód, ma długi, próbuje zarobić pisaniem artykułów i niegdyś w przeszłości wiódł życie lepsze, pełniejsze i na pewno nie głodował. Brak pożywienia miesza mu zmysły, często zachowuje się jak niespełna rozumu, mówi do siebie, atakuje słownie innych ludzi. W takcie czytania ma się ochotę nim potrząsnąć, krzyknąć weź się do roboty. Bo on tak jakby szukał i nie szukał. Jedno co trzeba mu przyznać to niezwykła uczciwość, gdyż jest daleki od ucieknięcia się do kradzieży, wyłudzen itp.. Z drugiej strony ta jego duma jest strasznie irytująca i potrafi się zachwiać w najmniej oczekiwanym momencie.

Głód jako zjawisko jest przez Hamsuna przedstawiony niezwykle obrazowo. Czuje się je w trzewiach, jedyne za czym ciężko nadążyć to to pomieszanie zmysłów. Bardzo odczuwalne jest też niedopasowanie naszego narratora, brak umiejętności odnalezienia się w świecie rządzonym przez pieniądz. Ale jest w tym niedopasowaniu też brak próby, starań, taka postawa roszczeniowa.

Uważam, że ta książka jest dobra albo bardziej to przeczuwam. Trudno mi powiedzieć czy ta lektura była udana. Męczyłam się trochę, irytował mnie bohater, czułam niepokój i niecierpliwiłam się. W pewnym sensie była niewygoda, ale jeszcze nie doszłam, co mnie uwierało.

Ps. W czasie czytania ciągle łapałam się na tym, że w mojej głowie akcja rozgrywa się w Londynie, dopiero wspominane tu i ówdzie korony i öre ściągały mnie do właściwego miasta.

Moja ocena:5/6

21:18, nostoja
Link Komentarze (4) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 16
| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
Zakładki:
Blogi, które czytam
Książki przeczytane w 2013
Książki przeczytane w 2014
Książki przeczytane w 2015
Książki przeczytane w 2016
Książki przeczytane w 2017