O książkach z serca, by utrwalić wrażenia
Blog > Komentarze do wpisu

Klaśnięcie jednej dłoni Richard Flanagan

Zachwycona pierwszym spotkaniem z prozą Flanagana, postanowiłam natychmiast sięgnąć, po drugą, ostatnią dostępną w mojej bibliotece pozycję. Tak w moje ręce trafiło Klaśnięcie jednej dłoni. To, co zaskoczyło mnie już po pierwszej przeczytanej stronie, to fakt, że jest ono napisane zupełnie inaczej niż Ścieżki północy, raczej nie rozpoznałabym, że to ten sam autor.

Klaśnięcie jednej dłoni rozpoczyna się opisem śnieżycy i swoistej ucieczki od swojej rodziny, Marii Buloh. Opuściła ona swoją trzyletnią córeczkę Sofię i męża Bojana, który pracuje jako jeden z budowniczych tam wodnych na Tasmanii. Rodzina Bojanów pochodzi ze Słowenii i wraz z licznymi imigrantami przybyła do Australii w poszukiwaniu szczęścia i lepszego życia, ale bardziej celnym powodem wydaje się chęć ucieczki od traum i demonów, które przyniosła ze sobą II Wojna Światowa. Ciężar tej opowieści został osadzony na relacji ojca i córki, i to ona jest dla mnie głównym jej bohaterem.

Tak jak pisałam na początku, styl Flanagana jest tutaj zupełnie inny. Zdania są dłuższe, bardziej poetyckie, bardzo obrazowe, przez co czyta się trochę mniej płynnie, bo na barkach osiada nam cały ciężar wspomnianej relacji. Budowa rozdziałów, tytułowanych rokiem opisywanych wydarzeń, buduje napięcie, rozbudza ciekawość, pozwala nam lepiej rozumieć postępowanie bohaterów i ich sytuację. 

Ta powieść, przyniosła mi dużo smutku. Czułam się głęboko poruszona tą historią, opisem różnych wydarzeń z okresu Wojny, podejmowanymi próbami bohaterów, by poprawić swoją relację, walką o miłość. Niesamowite z jakim zrozumieniem i mądrością, Flanagan przedstawił znaczenie wpływu przeszłości na życie bohaterów, do czego prowadzi jej nieprzepracowanie, próby zapomnienia, nieumiejętność pogodzenia się z tym, co się wydarzyło. Po raz drugi nie umiałam oprzeć się wrażeniu, że australijski pisarz posiadł wiedzę o życiu, jego prawach i biegu.

Podsumowując, jestem zachwycona. Ale nie w taki radosny i entuzjastyczny sposób, bardziej melancholijny i nostalgiczny. W każdym razie to drugie spotkanie już całkowicie utwierdza mnie w postanowieniu, by przeczytać jego kolejne książki.

Moja ocena:6/6

sobota, 11 marca 2017, nostoja

Polecane wpisy

  • Siddharta Hermann Hesse

    Ta książka za mną chodziła od jakiegoś czasu, ale po Wilku stepowym bałam się, że nie wpasuje się w wiosenną aurę i bardziej mnie przygnębi niż podniesie na du

  • Dziewczyny Emma Cline

    Od pewnego czasu, jestem bardzo łasa na nowości. Zakupuję je taczkami, ale prawda jest taka, że muszę dojrzeć na półce jak banany z supermarketów, zanim ostatec

  • Ślady Jakub Małecki

    Myślałam, że moim pierwszym spotkaniem z tym autorem będzie Dygot . Ale skoro oczy czytelnika i zachcianki są nieprzewidywalne, to co dopiero sytuacje kiedy kto

Komentarze
2017/03/11 23:35:22
Ha, w poznawaniu prozy Flanagana poszła za ciosem i w rezultacie mnie wyprzedziłaś :) "Klaśnięcie jednej dłoni" nabyłem jakiś czas temu, również z uwagi na bardzo pozytywne doświadczenia wynikające z lektury "Ścieżek północy", ale książka jak dotąd cierpliwie czeka na swoją kolej. Mam nadzieję, że uda mi się po nią sięgnąć jeszcze w tym roku.

Dobrze wiedzieć, że Flanagan to taki literacki kameleon - kusi mnie, żeby od razu sprawdzić, czy faktycznie style jest aż tak diametralnie różny od tego, co otrzymaliśmy w "Ścieżkach północy".
-
2017/04/01 16:08:02
Ha, w końcu w czymś Ciebie wyprzedziłam:)
A poza tym, jestem ciekawa czy Ty też we Flanaganie zobaczysz ten kameleonowy sposób pisania, bo może to tylko mój wymysł.