O książkach z serca, by utrwalić wrażenia
Blog > Komentarze do wpisu

Horror metaphysicus Leszek Kołakowski

Wraz z początkiem wiosny, kiedy to wszystko zaczyna powoli budzić się do życia, a wokół oprócz hałasu ruchliwych ulic rozbrzmiewa śpiew ptaków, i w mojej głowie powstała nowa, świeża myśl, by sięgnąć po coś innego. By pobudzić umysł i serce do wzmożonej pracy, by przekonać się jak inni próbują (próbowali) pojąć ten ŚWIAT i nasze w nim miejsce lub jego brak. W ramach tych wiosennych porządków w głowie postanowiłam w szaleńczym zapale sięgnąć po Horror metaphysicus i oto ta niepozorna książka okazała się horrorem właśnie.

1

Horrorem fascynującym, wciągającym, trzymającym w emocjonalnym napięciu i doprowadzającym do takiego ruchu myśli, że ich obfitość budziła we mnie ogromne przerażenie. Bo po pierwsze mój brak obeznania z filozofią budził strach i wyrzuty sumienia, a po drugie przedstawienie wielkich idei i teorii filozoficznych w najmniejszej z możliwych pigułek doprowadzało o zawrót głowy. A już ich zapętlenie, Kołakowskiego przypominanie, że wszystkie te teorie wpadają w błędne koło i gonią swój ogon budziło tylko chaos. I tkwiłam w tym chaosie, w tej nagle otwartej przestrzeni, że momentami miałam wrażenie, że przenikam otaczający mnie ŚWIAT, stapiam się z nim a wszystko, co widzę jest tylko iluzją, mnie nie ma jako mnie, tylko zlewam się z całą resztą. To jakby widzieć i odbierać drganie całości.

Nie będę tutaj przedstawiać swoich wniosków, bo nie miałabym nawet odwagi przyznać, że jakieś konkretne zdołały się narodzić. Ale mój umysł się ożywił, dostał jednego z najmocniejszych kopów i nawet uczucie, a w zasadzie pewność, że nie ogarnęłam swym rozumem chociażby 1% tego, co czytałam nie jest w stanie odebrać mi tego pobudzenia. To niesamowite, że taka niewielka książka może wywołać poczucie szczęścia, choć za nią nie tęsknimy potem. Że może wywołać takie przerażenie za pomocą słów pozbawionych emocji, czystych i klarownych. Jeśli ktoś jeszcze się waha, by po nią sięgnąć, boi się niezrozumienia, własnej ignorancji, to czas przestać się bać. Bo strach przychodzi dopiero w trakcie jej czytania i nic nie staje się bardziej zrozumiałe, i musimy odejść bez odpowiedzi i pogodzić się z tym, że jest ich wiele. Czyli jakby żadnej nie było.

Moja ocena: 6/6

piątek, 22 kwietnia 2016, nostoja

Polecane wpisy

  • Atlas:Doppelganger Dominika Słowik

    Aby pozostać jeszcze trochę w klimacie lat dziewięćdziesiątych i przedłużyć rozkoszowanie się Inną duszą , zabrałam się za nazywany "transowym" debiutem 2015 ro

  • Inna dusza Łukasz Orbitowski

    Kolejną książką, po którą udało mi się sięgnąć, jeszcze w kwietniu, jest Inna dusza Łukasza Orbitowskiego. Już od jakiegoś czasu chciałam wziąć się za czytanie

  • Pragnienie Jo Nesbø

    Czas na nadrobienie sporych zaległości. Zacznę od kryminału, na którego z wielką niecierpliwością i radością oczekiwałam. Nigdy nie ukrywałam, że szaleję za Har

Komentarze
2016/04/24 10:05:25
Ha, wiele jest poglądów i zapatrywań na rolę książki w życiu człowieczym. Ja styczność ze słowem pisanym traktuję zarówno jako rozrywkę, ale również jako bodziec do przemyśleń i refleksji, taki kop do otwarcia własnego umysłu i zastanowienia się nad tym, co nas otacza. Na podstawie Twojej recenzji widzę, że "Horror metaphysicus" spełnia wszystkie te moje założenia czy też wymagania :)
-
2016/04/25 10:21:00
Ta książka jest cudowna, choć pozostawia pustkę. Ale po jakimś czasie to myślenie przestaje być aż tak intensywne, a ŚWIAT mimo wszystko zdaję się piękniejszy i bardziej znośny.
-
2017/08/09 15:52:30
Polecam ci wykłady LK "O co pytają nas wielcy filozofowie". Parmenides pomaga zrozumieć właściwie o co chodzi w całym wywodzie książki Horror Metafizyczny. Jeżeli dobrze zrozumiałem chodzi o to, żeby zapytać jak kiedyś pytał Parmenides, wprawiając w ruch myśl, "co tak naprawdę jest?", bo pytanie nie doczekało się zadowalającego rozstrzygnięcia. LK wspomina nawet w Horrorze Metafizycznym, że cała współczesna filozofia może być uznana za wtórną wobec tego, co powiedzieli Grecy i być może współcześni filozofowie tłumaczą tylko to samo wciąż na nowe słowa, tak żeby było zrozumiałe dla ludzi żyjących obecnie. Jednak... gdyby tak odczytać tą książkę, jako powrót do najbardziej podstawowego pytania "O to co naprawdę jest", byłoby to chyba całkiem w porządku, tyle, że pytając o to samo "dzisiaj" LK uwzględnia odpowiedzi, których udzielili filozofowie (albo też porzucili pytanie jako niemądre, bezzasadne, nierozstrzygalne) oraz meandry filozoficznego myślenia różnych szkół, które od 2,5 tysięcy lat od Parmenidesa wciąż jest aktywne, mniej lub bardziej. Można w końcu na to pytanie "Co jest prawdziwie prawdziwe?" odpowiedzieć zadowalająco, czy też nie? A może znajdzie się ktoś, kto wreszcie poukłada wszystko? A jeżeli nie czy to w ogóle ma sens pytać? Autor uważa że jest to bardzo ważne. Znajdziesz też rozmowę "Sceptycyzm metafizyką podszyty" Barbary Skargi o HM w TP, która pokaże ci jak na sprawę patrzy inny filozof.
-
2017/08/21 11:52:09
Z drugiej strony pojawiają się tutaj non stop powracające w filozofii próby intelektualnego poznania Boga. Z jeszcze innej strony filozofia poszukiwała wiedzy absolutnej, w takim sensie jak Kartezjusz w swoim Cogito, albo jak Husserl, który chciał za pomocą swojej redukcji, uchwycić to co jest absolutnie pierwotne. Jedne i drugie próby zawsze prowadzą do nikąd: albo rozmywają się w paradoksach opisujących byt absolutny za pomocą słów określających czym on nie jest, dochodząc w końcu do tego, że najlepszym jego imieniem jest nicość, albo poszukując wiedzy bezzałożeniowej, niezapośredniczonej filozofowie odrealniają istnienie. Jedni i drudzy próbują zrobić coś co nie jest możliwe. Stąd filozofia nigdy nie osiąga swojej dojrzałości. Na stronach, które mówią o "Stwarzaniu Boskim i ludzkim" oraz "O wszelkich możliwych językach (II) pojawia się rozwiązanie wiecznie nierozwiązywalnych trudności, które ma wymiar poznawczy. "Byt staje się zrozumiały przez samopoznanie dobra i zła". Wybór takiego rozwiązania nie jest umocowany tak jak chcieli tego filozofowie tacy jak Husserl albo Kartezjusz niepodważalnie, jest to w gruncie rzeczy wybór z Wszystkich możliwych języków, na zasadzie analogi do wyboru najlepszego z możliwych światów, ale nie jest to też wybór arbitralny. Dobro istnieje po prostu jak zło. Nie są to byty arbitralne. Za każdym razem jednak kiedy się z czymś spotykamy mamy wybór czy pójść w jedną stronę czy w drugą. Dobro dodaje coś do Bytu, powiększa byt a zło go pomniejsza.
-
2017/08/29 11:33:47
Stąd też myślę ostatecznie przestroga LK i opozycja w stosunku do wszystkich punktów widzenia, które obecnie próbują wszystko traktować jako narzędzia. Jeżeli narzędziem jest przedmiot to wszystko jeszcze w porządku, jeżeli język jest narzędziem to trzeba uważać gdzie prowadzi takie rozumienie. Jeżeli jest wszechobejmujące i mówi tylko tyle: wszystko co istnieje jako środek wyrazu istnieje tylko jako coś, co pomaga nam w urządzaniu sobie życia tak żeby było wygodne, a nie istnieje nic po prostu, wyrazy to są tylko dźwięki, tak jak m.in. dźwięki dobro i zło niczego szczególnego nie mówią, tylko ustanawiają przydatne kryteria odróżniania tego co jest korzystne od tego co nie jest korzystne, to skoro powołuje się je do istnienia przez decyzję pragmatyczną i ona jest ostatecznym kryterium, to ile zostaje dobra z dobra? Co jeżeli ktoś uzna: mnie jest nie po drodze żeby rozprzestrzeniać dobro, ale zło, które sobie nazwę dobrem szczególnego typu? I jeżeli świat nie zawiera żadnego sensu, a wszystko jest dobrowolnie tworzone decyzjami ludzi, które się zmieniają...