O książkach z serca, by utrwalić wrażenia
Blog > Komentarze do wpisu

Eli, Eli Wojciech Tochman

Ten tekst będzie krótki. Nie będę pisać dlaczego sięgnęłam po te reportaże, bo sięgnęłam tak po prostu. Zachwycił mnie jej format i zdjęcie na okładce. A później rozpoczęłam czytać i już nic mnie nie zachwycało. Bo nie jest łatwo czytać o biedzie, o życiu nędzarzy, o życiu, które dopiero się rozpoczęło i już jest złamane. I jeszcze to wszystko opisane jest w jakiś taki pewny, nieznoszący sprzeciwu a jednocześnie suchy sposób. Oczywiście te wszystkie historie bardzo wciągają, chce się wiedzieć, co jest dalej, jakie jeszcze nieszczęścia i upadek zobaczymy. I to jest taka niezdrowa ciekawość, do której niełatwo się przyznać.

Ostatnio w czytanym przez mnie w Wysokich obcasach wywiadzie z Zadie Smith trafiłam na taką jej wypowiedź "Teraz wmawia się nam, że problemy całego świata są też naszymi własnymi - moim zdaniem to niehumanitarne. Nie jesteśmy globalnymi zwierzętami, jesteśmy terytorialni, a nasze terytorium najczęściej jest lokalne." I pomyślałam w kontekście mojej lektury, że to jest właśnie prawda, a reportaż Tochmana i fotografie Grzegorza Wełnickiego próbują wmówić nam coś innego. A teraz już po zakończeniu Eli, Eli tak naprawdę nie do końca wiem, co myślę. Może gubię się pomiędzy tym, co gdzieś tam czai się w środku a tym, co myśleć powinnam.

Eli,Eli obnażyła mój brak doświadczenia w czytaniu reportaży. Nie wiem jak to ugryźć, nie wiem jak ocenić. Bo jak ocenić tekst, który nie pokazuje fikcji, ale prawdziwych bohaterów. Mogę napisać, że ten reportaż wciąga, wkurza, wywołuje emocje. I może tak powinno być. Nie wiem czy go polecam. Na pewno dzięki tym tekstom można dowiedzieć się więcej o historii Filipin, o biedzie jakiej daj Boże większość z nas nigdy nie pozna, o pracy reportera. Pod tymi względami będzie to spotkanie naprawdę ciekawe. Zmusi też do refleksji, ale za chwilę i tak dopadnie nas nasze własne życie i może w tym Zadie naprawdę ma rację.

wtorek, 28 lipca 2015, nostoja

Polecane wpisy

  • Atlas:Doppelganger Dominika Słowik

    Aby pozostać jeszcze trochę w klimacie lat dziewięćdziesiątych i przedłużyć rozkoszowanie się Inną duszą , zabrałam się za nazywany "transowym" debiutem 2015 ro

  • Inna dusza Łukasz Orbitowski

    Kolejną książką, po którą udało mi się sięgnąć, jeszcze w kwietniu, jest Inna dusza Łukasza Orbitowskiego. Już od jakiegoś czasu chciałam wziąć się za czytanie

  • Pragnienie Jo Nesbø

    Czas na nadrobienie sporych zaległości. Zacznę od kryminału, na którego z wielką niecierpliwością i radością oczekiwałam. Nigdy nie ukrywałam, że szaleję za Har

Komentarze
2015/07/30 00:40:41
Słowa Zadie Smith są niezwykle ciekawe i wydaje mi się, że można by je odnieść w jeszcze jednym kontekście - podejrzewam, że znajdzie bądź znalazł się niejeden czytelnik z Polski, który po lekturze wspomnianej przez Ciebie pozycji dojdzie bądź doszedł do wniosku, że materiał do reportażu mógł również zostać zebrany w naszym kraju. W końcu w Polsce nie brakuje problemów z nędzą, z biedą :)

Postulowana "terytorialność" może także dotyczyć faktu, że w przypadku lektury, w którym poruszono problemy odległego od nas kraju, zarówno z geograficznego jak i kulturowego punktu widzenia, możemy się co najwyżej wzruszyć. Wobec reportażu, który dotyczyłbym czegoś nam bliższego, moglibyśmy pozwolić sobie na bardziej realne działania - pomoc materialna, finansowa, etc.
-
2015/07/30 08:33:34
Zdecydowanie jest prawdą, że we własnym kraju łatwiej jest otworzyć swój portfel, ale z drugiej strony często takie głosy: "Dlaczego pomagamy ludziom z (i tutaj można wpisać dowolny kraj), podczas gdy u nas tylu potrzebujących?" płyną z ust osób, które raczej się nie dzielą nawet ze "swoimi". Mam wrażenie, że ludzie hojnego serca po prostu pomagają.
Dla mnie ta terytorialność w słowach Zadie to rodzina, własne problemy. Czyli teren jeszcze bardziej ograniczony.